Zrzut ekranu 2018-03-28 o 19.02.49.png

Hi.

Witam na moim blogu. Mam nadzieję, że znajdziesz coś interesującego dla siebie

TRENING? - NIE TERAZ

TRENING? - NIE TERAZ

Szok i niedowierzanie, stałam przed lustrem pół godziny gapiąc się na siebie i przecierając oczy ze zdumienia. To niby tylko szorty w rozmiarze S ale szczerze mówiąc już nie wierzyłam że kiedykolwiek wrócę do sylwetki sprzed ciąży. Zawsze, kiedy miałam czelność mówić o swojej figurze, słyszałam to samo. - Weź przestań, dobrze wyglądasz. Wiecie co? Wkurzało mnie to jak diabli. To że potrafię się ubrać tak, by wyglądać na 55kg zamiast 65 nie znaczy że mam się tym zadowalać i udawać że wszystko jest ok.. W ustach zawsze pewnej siebie dziewczyny takie słowa brzmią bardziej jak kokieteria niż faktyczny problem i to chyba wkurzało mnie jeszcze bardziej. Muszę przyznać, że bardzo źle znosiłam te dodatkowe kilogramy. Może inaczej, bardziej nie znosiłam presji, którą na siebie zrzuciłam niż dodatkowe kilogramy. Nigdy nie sądziłam, że będę podatna na Instagramowe kanony piękna i że brak czasu na bycie idealną fit mamuśką tak bardzo wpłynie na moją psychikę. Boże, jakie ja miałam wyrzuty sumienia że akurat ryczę ze zmęczenia zamiast z uśmiechem na twarzy robić pompki z dzieckiem na trawniku… próbowałam, przysięgam, nawet trenowałam z osobistą trenerką jeżdżąc Bóg wie gdzie na ósmą rano żeby dać sobie wycisk. Efekt? Byłam jeszcze bardziej zmęczona, sfrustrowana i bezradna.

 

36034227_10211682560687288_9098715112214102016_n.jpg

Mój dzień wyglądał tak: podróbka 6 rano, cardio 40 min, fit śniadanie z dzieckiem na rękach, ekspresowy prysznic, szykowanie dziecka i do pracy z dzieckiem na 9 rano. Moje biedne maleństwo od trzeciego miesiąca jeździło ze mną do biura gdzie pakowałam ponad sto zamówień dziennie, robiłam obsługę klienta, przyjmowałam towar, ewidencjonowałam ten towar taszczyłam ogromne pudła, w międzyczasie robiłam kilkanaście przelewów, lekką księgowość i marketing i jeszcze karmiłam dziecko i usypiałam. W okolicach godziny 17 ej wychodziłam z pracy. W domu po 20 ej znowu siadałam do komputera do obsługi klienta. Wyglądałam jak ostatni łachmaniarz a czułam się jak robotnik budowlany. Czar prysł, okazało się że jednak nie będę najlepszą wersją siebie i szlag trafił cały różowy plan na idealne fotki płaskiego jak deska brzucha. Patrzyłam w lustro i widziałam zupełnie inna osobę. To nie ja, to nie moje oczy, to nie mój brzuch, nie moje włosy… Nic się nie zgadzało. Jedyne co wtedy czułam to frustracja, permanentne zmęczenie i poczucie, jakby coś opuściło mnie na zawsze. Nie było już we mnie tego blasku, którym czarowałam pół świata, nie miałam tej energii i po raz pierwszy mówiłam, że nie dam rady. Paradoksalnie wszystko zmieniło się w momencie, kiedy postanowiłam dać sobie spokój ze wszystkim, co mnie rozprasza i wpędza w poczucie winy. Któregoś dnia rano, kiedy znowu miałam zrobić cardio, obmyślając w głowie plan na dalszy ciąg dnia i wmawiając sobie że jestem z kamienia, zadałam sobie pytanie, właściwie po co ja to robię? Komu i co chcę udowodnić? Że co, świat nie przeżyje braku zdjęć mojego płaskiego brzucha? Nie Narinko, świat ma cię gdzieś, nie jesteś nawet kropka w cyberprzestrzeni więc daruj sobie te fit zapędy i skup się na tym, co naprawdę istotne. Nie, nie szukałam wymówki.

Tego dnia po prostu nadałam priorytety sprawom. Pierniczę to! stwierdziłam i nie wsiadłam na rower. Wykąpałam się jak normalny człowiek i po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zrobiłam sobie makijaż do pracy. Tego dnia nastąpił przełom. Odstawiłam na bok wyrzuty sumienia, przestałam się biczować za brak idealnej sylwetki i z miejsca poczułam się o pięć kilo szczuplejsza. Nie twierdzę że brak ruchu to dobry pomysł i nie namawiam cię do jedzenia pizzy codziennie zamiast zdrowych posiłków. To, co sprawdziło się u mnie, nie musi sprawdzić się u ciebie, ale jeśli przeżywasz taki sam kryzys co ja, może warto na jakiś czas po prostu sobie odpuścić i spojrzeć na siebie łaskawszym okiem. Paradoksalnie moja waga zaczęła schodzić w dół, kiedy postanowiłam zakończyć ten morderczym tryb życia. Chrzanić kanony, nikt oprócz mnie nie będzie ustalał ram mojej doskonałości. Jestem mamą pracującą od trzeciego dnia po urodzeniu i nie mam co się się porównywać do instamatek na zwolenieniu z zusem wpadającym na konto co miesiąc z macierzyńskiego. Zrobiłam listę priorytetów i tam skierowałam całą energię. Efekt? Lepsza efektywność pracy, dom zawsze ogarnięty a ja wyspana i wypoczęta. Żyć nie umierać. Dieta? Pieprzyć to. Ustaliłam własny, zgodny z moim trybem dnia plan żywieniowy. Brak śniadań, tylko kawa. Okienko żywieniowe w godzinach 14:18 i dużo wody w międzyczasie. Po miesiącu waga w dół z 60kg. do 57. Samopoczucie? Lepsze niż kiedykolwiek. Jak to się ma do zasad Chodakowieskiej? Nie interesuje mnie to, ważne, że czuję się dobrze, mam energię, jestem skupiona na tym co dla mnie ważne. Moje priorytety dzisiaj to odzyskanie firmy, rozliczenie przeszłości, wyjście z długów, czas dla dziecka bez wyrzutów sumienia w stosunku do obowiązków zawodowych. Na treningi, wyjazdy i super instafotki jeszcze przyjdzie czas. Nie daj sobie wmówić, że wszystko jest organizacją czasu, prawda jest taka, że twoje 24h nie jest równe 24 godzinom twoich koleżanek. Organizacja czasu jest niczym, jeśli organizujesz ją wbrew sobie w dodatku na morderczych zasadach. Twój dzień powinien składać się z maksymalnie trzech, czterech rzeczy, które muszą zostać zrobione danego dnia. Najważniejsze rzeczy z tej listy zrób od razu, najlepiej jako pierwsze.

U mnie najważniejszym punktem dnia jest spacer z dzieckiem po żłobku bez pośpiechu i niedokończonych spraw z tyłu głowy, dlatego do godziny 16 ej pracuje na najwyższych obrotach i nie marnuję ani jednej minuty. Wieczorem kiedy Sati śpi ogarniam dom, nastawiam pranie, zmywanie, prasuję ubrania. Prasowanie robię dwa razy w tygodniu a pozostałe trzy wieczory poświęcam na blogowanie, relaks, film. Kiedy rodzi się mały człowiek, przychodzi do naszego życia bez instrukcji obsługi, na początku bywa ciężko i to właśnie wtedy jesteśmy najbardziej narażone na depresję, wahania nastroju, brak wiary i poczucie, jakby nasze życie właśnie przestało istnieć. I to wszystko jest naturalne i normalne, dlatego uspokój się, nie bój się, daj sobie czas i miej gdzieś kanony ustalone przez Bóg jeden wie kogo. Na zrzucenie kilogramów też przyjdzie czas.

 

36062984_10211682560727289_2054369001835855872_n.jpg
MUŚLIN I BAMBUS - CZYLI POŚCIELOWY RAJ DZIECKA OD COSYCOTT

MUŚLIN I BAMBUS - CZYLI POŚCIELOWY RAJ DZIECKA OD COSYCOTT

DEPRESJA WŁOSA

DEPRESJA WŁOSA