Nie jestem ofiarą!

Pamiętasz jeszcze kim byłaś, zanim zechciałaś zostać mamą? Miałaś plany, ambicje i energię a życie było dla ciebie łaskawe. Byłaś szczęśliwa w udanym związku z dobrą pracą i planami na przyszłość. Pamiętasz jeszcze siebie sprzed laty, kiedy posiadanie dzieci było w planach a nie walką, którą toczysz teraz? Chcę ci dzisiaj przypomnieć o dziewczynie, którą przestałaś być w dniu, w którym usłyszałaś diagnozę o swojej niepłodności. Ten dzień z pewnością pamiętasz… Początek końca pewnej ery, jakbyś z dnia na dzień przestała być sobą. 

Pewnie toczysz swoją walkę już kilka lat, a jeśli jesteś na początku drogi, to wybacz mi szczerość, ale przygotuj się do ostrej jazdy bo właśnie wsiadasz na rollercoaster, którego nikt na tym placu rozrywki nie obsługuje. Wszyscy dookoła będą się świetnie bawić, kupować balony, jeść watę cukrową, będą biegać na prawo i lewo tylko ty jedna będziesz się kręcić w tej cholernej karuzeli zapomniana przez obsługę i cały świat. Jakbyś przeszkadzała im w celebrowaniu kiełbasy roku. W pewnym momencie albo stracisz przytomność, albo zwymiotujesz, albo zaczniesz płakać jak dziecko żeby ktoś cię uratował. Bezsilność osiągnie takie rozmiary, że jedynym ratunkiem będzie wyskoczyć z karuzeli. Ale zanim to zrobisz, sprawdź kieszenie bo jestem pewna, że znajdziesz tam wyłącznik nie tylko od rollercoaster’a ale i całego cholernego parku rozrywki, który dawno temu przestał dostarczać ci rozrywki.

Jednym z najtrudniejszych rzeczy z którymi przyszło mi walczyć, paradoksalnie wcale nie był fakt mojej niepłodności, tylko uczucie, że otoczenie stawia mnie w roli ofiary. Miałam dosyć pełnych politowania złotych rad, “ekspertów” którzy o mojej chorobie wiedzieli więcej niż ktokolwiek inny. Miałam dosyć słuchania o tym, że nie zasłużyłam na taką “karę” od losu bo zawsze byłam dobra dla ludzi. A najbardziej wkurzało mnie to, że nagle wszystkie moje dokonania, osiągnięcia, ciężka praca i ambicje zostały sprowadzone do poziomu nieszczęścia bo nie mogę mieć dzieci. Byłam ofiarą losu, którą należy się zaopiekować, pogłaskać jak zbitego psa i powiedzieć po raz setny “nie martw się, kiedyś się uda…” Byłam tą, przed którą należało schować wszystkie dzieci, posadzić samą na karuzelę żebym się pobujała kiedy reszta szła na urodziny córki koleżanki. Byłam tą biedną, której nie dane jest zaznać radości z macierzyństwa. 

Każda rozmowa prędzej czy później sprowadzała się do “tych spraw” No wiesz, nie będę mówić słowa “niepłodność” żeby cię nie zranić, ale wiesz o co mi chodzi… Jakbym przestała być człowiekiem, mieć zainteresowania, opinie… Czasami myślę, że człowiek człowiekowi jest największym katem. Ludzie czerpali przyjemność z poruszania tematów, których nawet ja sama jeszcze nie wiedziałam z której strony ugryźć. Nawet zaczęłam wątpić w to, czy oby dobrze zrobiłam mówiąc o swojej niepłodności. 

Nie jestem ofiarą! 

Byłam zmęczona pytaniami “a co będzie dalej?” Kiedy ja próbowałam poukładać na nowo klocki mojego życia i emocji i iść dalej, te pytania jak betonowe buty ciągnęły mnie na dno. Każde pytanie o dziecko wzbudzało we mnie agresję, powodowało, że wracałam do punktu wyjścia a cała moja praca nad sobą szła na mane. Byłam zmęczona swoją sytuacją, tym, kim się stałam przez niepłodność. Nie chciałam przestać mówić o mojej walce bo byłam przekonana, że to ważny społecznie temat i należy mówić głośno o niepłodności. Z drugiej strony chciałam mówić na własnych zasadach i panować nad swoimi reakcjami. Pozwoliłam aby presja otoczenia określała formę i jakość poczucia mojego szczęścia i spełniania. Dałam sobie wmówić, że w pełni szczęśliwa będę tylko wtedy, kiedy zostanę mamą. A ja w tym układzie czułam się nieswojo. Moje pragnienie macierzyństwa nie zmniejszyło się ani na centymetr, jednak uzależnienie radości z życia i poczucia szczęścia tylko od macierzyństwa nie zgadzało się z moimi poglądami i poczuciem własnej wartości. Budził się we mnie bunt.

I wtedy pomyślałam, będzie co ma być… Być może nigdy nie będę mieć dzieci, być może moja walka potrwa jeszcze kilka lat ale żeby wyjść z tej walki zwycięsko, czułam, że najpierw muszę odzyskać dawną siebie. Silną, pewną siebie dziewczynę, którą przestałam być z powodu niepłodności. 

Niepłodność osłabia psychicznie i fizycznie w niemniejszym stopniu co inne poważne choroby. Dopiero, kiedy na nowo odnalazłam siebie, swoją wartość w samym byciu tu i teraz, nabrałam sił do ponownej walki. W przypadku niepłodności, walka o siebie bywa kluczowa w bitwie o upragnione dziecko. Paradoksalnie, najbardziej gotowa do bycia mamą poczułam się wtedy, kiedy równie gotowa byłam do życia bez dzieci. Kiedy przestałam zgadzać się na to, by otoczenie określało moją rolę w społeczeństwie i nadawało sens mojemu istnieniu. Kiedy zrozumiałam, że mogę być mamą bez rodzenia dzieci i kiedy pokochałam siebie z całym bagażem mankamentów fizycznych, przez które mój mąż nie mógł zostać ojcem. Kiedy wybaczyłam sobie bo zrozumiałam, że moja niepłodność nie jest wspomnianą wcześniej karą, a próbą i sprawdzianem mojego człowieczeństwa.

Od kiedy zaczęłam mówić głośno o niepłodności i in vitro, poznałam wiele kobiet. Każda z nas nosi w sobie swoją historię, smutki, ból, poczucie niesprawiedliwości… Walczymy wszystkie, ale niestety, nie wszystkie wygramy tę bitwę. Ja szczęśliwie wygrałam swoją pierwszą wojnę i mam piękną córkę. Teraz ponownie stoję na placu boju i póki co ponoszę same porażki. Dlatego chcę cię zainspirować do walki o siebie bo o dziecko walczysz już wystarczająco długo. Kto jak kto, ale ja wiem doskonale, ile łez wylałaś po cichu, udając, że wpadło ci coś do oka… Chcę cię zainspirować do przypomnienia sobie kim byłaś, zanim chciałaś zostać mamą i jestem pewna, że znalezienie w sobie tamtej dziewczyny jest tym lekarstwem na niepłodność, którego żaden lekarz ci nie przepisze. Wiem też, że my, walczące o dziecko kobiety często poddajemy się presji i pozwalamy, aby otoczenie określało naszą wartość przez pryzmat naszej choroby. Chcę utwierdzić cię w przekonaniu, że masz prawo do życia bez poczucia winy. Możesz zrzucić ten kamień z serca i zrobić kilka kroków w tył na polu bitwy. Dać sobie czas, wyjechać na urlop i krok po kroku idąc wzdłuż plaży o zachodzie słońca znajdować kolejne kawałki swojego roztrzaskanego serca. Sklej na nowo wszystkie części, potrzymaj chwilę na dłoni to popękane serce ze skazami, popatrz na nie przez chwilę… w tych rysach jest twoje życie, jedno jedyne w swoim rodzaju. Widzisz, że jesteś unikatem? 

        

Zapisz się do Newslettera #MissisBoss i bądź na bieżąco ze wszystkimi atrakcjami naszej społeczności !

Co myślisz ?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

No Comments Yet.