Wszystko co w życiu najważniejsze.

Do napisania każdego artykułu potrzebuję bodźca. Pewne emocje, uczucia, myśli potrzebują czasu, czasami obrazu lub dźwięku, niekiedy lampki wina lub słonecznego poranku żebybym mogła usiąść i dać im upust. Słowa potrzebują dojrzeć, są jak wino im dłużej trzymasz niewypowiedziane, tym głębszy staje się ich sens. Postaram się nie spieprzyć tego w tym wpisie. 

Podsumowując ten rok nie sposób oprzeć się pokusie podsumowania pewnego etapu życiowego w ogóle. Kiedy myślę o wszystkich tych wydarzeniach, które miały miejsce w mijającym roku, mam wrażenie, że każda z nich osobno i wszystkie razem wzięte spowodowały rodzaj duchowej dojrzałości, jakiej nie spodziewałam się doświadczyć w tak trudnym czasie. Z drugiej strony ta rewolucja emocjonalna nie mogła mieć miejsca, gdyby nie trudny czas, bo jak ja to mówię – Trudne czasy hartują, a spokój sprzyja rodzajowi stagnacji (radykalni optymiści nazywają to celebracją) 

Gdyby nie pandemia i próby wytrzymałości ludzkiego charakteru jakim wszyscy byliśmy poddani, myślę, że mało kto poddałby się refleksjom, kontemplacjom i innym rodzajom dróg prowadzących do szukania głębszego sensu w tym jak żyjemy i co właściwie jest dla nas absolutnie bezcenne. Zauważyliście, że zniknęło powiedzenie “Z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu”? Jakoś nie przypominam sobie artykułów pod tytułem “7 sposobów na to, jak przetrwać święta w gronie rodziny” Nagle poczuliśmy, że nie potrzebujemy żadnego sposobu, bo jeden jedyny możliwy jaki mamy, nosimy w sercu. Miłość. Tyle wystarczy.

Wszystko braliśmy za pewnik, byliśmy świetni w “należy mi się” i ośmielę się stwierdzić, że pojęcia nie mieliśmy czym jest wolność, póki pandemia nam nie unaoczniła tego w sposób dobitny. Na początku pomagała yoga online i treningi z Chodą i Lewą, dopiero po kilku miesiącach dotarło do nas jak niewiele znaczą wszystkie aktywności, które miały pomóc nam w kontynuowaniu normalności. Mam wrażenie, że dopiero teraz, z końcem roku rozumiemy jak wiele mieliśmy i jak niewiele trzeba było, żebyśmy stracili wszystko. Ostatnio oglądałam film “Stażysta” Pewnie kojarzycie, starszy Pan zaczyna praktyki w super nowoczesnej i rozwijającej się firmie online sprzedającej ubrania dla kobiet. Jak pisałam na wstępie tego artykułu, potrzebuję bodźca, który popchnie mnie do napisania pewnych emocji i ten – wydawałoby się banalny film – spowodował, że poczułam potrzebę napisania takiego a nie innego podsumowania mojego roku. Jeśli jest jedno słowo, które jest w stanie opisać charakterystykę mijającego roku, to tym słowem jest EMOCJE! Powiem wam coś na serio, uwielbiam proste nieskomplikowane relacje, lubię pierwotne emocje, takie bez analizy “wypada nie wypada” I ten film uświadomił mi (może bardziej zobrazował i nadał świadomości nowy kierunek) jak narcystycznym i nastawionym na wygodę własnego tyłka pokoleniem jesteśmy. Mówiąc o “nas” zaliczam również siebie do tej grupy pokolenia “należy mi się” Ten temat rozwinę w innym artykule ale na potrzeby tego zostanę przy tym skrócie myślowym. Dlaczego tak uważam? Jak już wspominałam podsumowanie tego mijającego roku jest też dla mnie okazją do podsumowania pewnego etapu życia i jednym z wniosków, do jakich doszłam jest to, jak bardzo zaniedbujemy i deprecjonujemy znaczenia pokolenia naszych rodziców. Uważamy się za światłych, internetowych, cyber rozwiniętych bo mamy te swoje coworkingi, remote workingi i inne cudawianki ale za każdym razem kiedy życie przywali nas w pysk, tymi, którzy ratują nasz marny tyłek są nasi rodzice. Ci, co nie potrafią wysłać smsa, komentują na facebooku oporowo wszystko co zobaczą i czasami gubią się w tej wszechotaczającej cyberprzestrzeni. Oni, tacy manualni ratują nasze cyfrowe tyłki z każdej opresji. Mamy w domu taki zwyczaj, że moja córka zasypia z babcią. One mają swój polot a miłość i więź między nimi jest nierozerwalna. Przez dłuższy czas miałam z tym problem. Zazdrościłam mojej mamie, że moja córka woli zasypiać z nią niż ze mną ale ukrywałam to pod płaszczykiem “bo powinna spać w swoim łóżku” aż zdałam sobie sprawę, że to moja mama bardziej potrzebuje obecności Sati niż sama Sati. I kiedy próbowałam sobie przypomnieć kiedy ostatni raz ja sama przytuliłam się do mojej mamy – tak od serca, mocno, z buziakami i pierdziochem dla jaj – nie mogłam sobie tego wydarzenia przypomnieć. Stało się dla mnie jasne kto bardziej potrzebuje miłości dziecka, ja czy moja mama… Ta jedna refleksja, zmiana perspektywy z pozycji potrzeb własnego tyłka na dostrzeganie potrzeb najbliższych zmienia sens wszystkiego. Ot jak jeden film na nowo ułożył mój sposób postrzegania rzeczywistości i choćby po to, żeby mieć tę refleksję, warto czasami przełożyć w prosty sposób obrazy i emocje z banalnych filmów do życia i rzeczywistości.

Miałam całą listę postanowień noworocznych z zeszłego roku. Zwiedzę trzy nowe miasta w Europie, skończę tajny projekt (który pewnie skończę w nadchodzącym roku), zwiększę liczbę publikacji na blogu, zrobię formę, spędzę nowy rok pod palmami 🙂 Serio, miałam taki pomysł 🙂 Zwiedziłam, ale Puck i Mikołajki, formę rozpieprzyłam jeszcze bardziej końskimi dawkami hormonów bo mi się zachciało drugiego dziecka, a sylwestra spędzę w piżamie w palmy wyprasowanym w kant z shotem kolejnego zastrzyku prosto w brzuch i nie nie będzie to kielon wściekłego psa (wtajemniczeni wiedzą o co kaman) Jak to szło? Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach 🙂 Ja już serio nikogo nie chce rozśmieszać, więc na nadchodzący rok zaplanowałam całe mnóstwo NIC i mam długą listę planów z zakresu “Go with the flow” 

Adaptacja zawsze była moją mocną stroną więc mam zamiar ją pielęgnować w sobie jeszcze bardziej. Co prawda z mojej listy celów na 2020 rok nie zrealizowałam ani jednej pozycji, to jednak zrealizowałam całe mnóstwo innych, niezaplanowanych, dzięki którym jestem tu gdzie jestem. Droga, którą pokonałam jeszcze kilka miesięcy temu była skrywaną głęboko depresją z demonami z dawnych lat, dzisiaj jest przeszłością a ja czuję się jakbym stała się na nową całością z dawno niewidzianą częścią siebie. W mijającym roku zrobiłam całe mnóstwo prozaicznych rzeczy – upiekłam mnóstwo ciast, między innymi dla akcji charytatywnej dla seniorów, zaliczyłam niezliczonej ilości spacery z dzieckiem i ten nasz wspólny czas cenię sobie najbardziej. Byliśmy razem, wszyscy, których kocham i którzy mają znaczenie w moim życiu. Zbliżyliśmy się do siebie jeszcze bardziej, doceniamy siebie jeszcze bardziej. Pochwalę wam się, bo nie wiem czy zauważyliście, ale zrobiłam w końcu zęby! Mam piękne jedyneczki o których marzyłam od lat! 🙂 Przeszłam terapię, która pomogła mi ułożyć rozwalone części siebie, odnalazłam nową misję i w końcu zdecydowałam się na realizację mojej pasji jaką jest psychologia – studia w wieku 38 lat to nie przelewki ale za dwa lata będę Panią Magister 🙂 Nawiązałam nowe bardzo wartościowe znajomości, inne całkowicie sobie odpuściłam. Przeszłam dwie nieudane procedury in vitro a to nie lada wyzwanie dla psychiki niepłodnej kobiety, ale i to sobie ułożyłam. Już o nic nie walczę, bo wszystko czego potrzebuję już mam. Czy ja dopiero teraz to odkryłam? Nie. Teraz – bardziej niż kiedykolwiek wiem, że to co mam, mam dzisiaj a jutro jest jedynie fantazją.  

        

Zapisz się do Newslettera #MissisBoss i bądź na bieżąco ze wszystkimi atrakcjami naszej społeczności !

Co myślisz ?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

No Comments Yet.